Najpopularniejszy w Polsce portal o finansach i biznesie
Tadeusz Konwicki nie żyje

Tadeusz Konwicki nie żyje

Fot. Wikipedia
W środę wieczorem w Warszawie zmarł wybitny pisarz i reżyser Tadeusz Konwicki. Autor książkowej Małej Apokalipsy i filmowego Ostatniego dnia lata zmarł w swym warszawskim mieszkaniu. Miał 88 lat.

Ja jestem ostatni, co pamięta początek XX wieku - mawiał Konwicki, który był zarówno partyzantem antysowieckiego podziemia, jak i zaangażowanym marksistą, wreszcie - sceptycznym obserwatorem dziejów.

Mam w sobie pewne mechanizmy, które decydują o moim życiu. Moim osobistym zjawiskiem wewnętrznym jest poczucie obcości. Miałem je przez całe życie, ale nigdy sobie tego nie uświadamiałem. Dopiero teraz, na starość, nagle zrozumiałem, że decydowało to w jakiś sposób o moim postępowaniu. Krótko mówiąc, zawsze się czułem wrzucony do jakiejś rzeki, która mnie niesie. Właściwie wszystko działo się wbrew mojej woli. Nie wiem, czy to ułomność, czy może po prostu obiektywna sytuacja, ale ja się zawsze czułem obco. Tak jak jeden z moich bohaterów, czasem powtarzam w różnych sytuacjach życiowych: +Co ja tu robię?+ - mówił Konwicki sam o sobie kilka lat temu.

Urodził się 22 czerwca 1926 roku w Nowej Wilejce. Liceum ukończył na tajnych kompletach. W 1944 roku przyłączył się do Ósmej Brygady AK, zwanej Oszmiańską. W partyzantce antysowieckiej pozostał do kwietnia 1945 roku. Potem, wraz z kolegami, przedostał się do Polski, rozpoczął studia na polonistyce Uniwersytetu Jagiellońskiego, zaczął pisywać w Odrodzeniu.

Debiutancka powieść Konwickiego - Rojsty - w której nawiązywał do doświadczeń partyzanckich, przedstawiając zderzenie patriotycznego idealizmu z rzeczywistością wojny, została w 1948 roku zatrzymana przez cenzurę, ukazała się dopiero w 1956 roku. Pierwszym opublikowanym dziełem Konwickiego stało się więc socrealistyczne opowiadanie Przy budowie (1950) opisujące doświadczenia autora w brygadzie kopaczy w Nowej Hucie, gdzie spędził pięć miesięcy 1949 roku. Szukałem swego miejsca na ziemi - wspominał po latach. Przy przekonaniu, że głupi świat doprowadził do wojennej hekatomby wydawało mi się, że receptą na wydobycie się z tej całej katastrofy, również moralnej, jest utopia socjalistyczna - tłumaczył się Konwicki po latach z okresu, gdy był jednym z pryszczatych - zaangażowanych, bezkompromisowych głosicieli socjalistycznej ideologii, publikującym reportaże i felietony m.in. w Nowej Kulturze i Sztandarze Młodych. Po latach Konwicki napisał, że tych tekstów nie da się usprawiedliwić.

W 1953 roku Konwicki został przyjęty do PZPR, w tym czasie pracował nad Władzą, polityczną powieścią o trudnościach z wdrażaniem nowego ustroju na prowincji. Potem ukazały się Godzina smutku oraz Z oblężonego miasta. O flircie z komunizmem Konwicki powie po latach w wywiadzie przeprowadzanym przez Stanisława Beresia: Nie tylko nic nie zyskałem, ale i straciłem. Mogę na to przytoczyć dowód: pięć moich nieudałych, wadliwych, ułomnych i chorych książek to właśnie straty spowodowane moim lekkomyślnym przyłączeniem się do marksizmu.

Październik'56 roku był dla Konwickiego wstrząsem. Ja miałbym powiedzieć: pomyliłem się, przepraszam i już jestem świeżutki, inny? Runęła moja nadpiłowana gałąź, a ja razem z nią - wspominał w Kalendarzu i klepsydrze. Ci, którzy mnie w jakiś sposób urabiali ideologicznie, którzy mnie pouczali, którzy stosowali wobec mnie jakąś pedagogikę(...) - ci wszyscy ludzie nagle pewnego dnia powiedzieli mi: to ty, frajerze, w to wierzyłeś? To ty byłeś naiwny do tego stopnia? ("Cień obcych wojsk", w tomie Wiatr i pył). Na pewien czas Konwicki odszedł od literatury w stronę twórczości filmowej. Został kierownikiem literackim zespołu Kadr. Sam także reżyserował m.in. takie filmy jak"Ostatni dzień lata","Salto", Jak daleko stąd, jak blisko, Zaduszki, Dolina Issy (wg powieści Czesława Miłosza) czy Lawa (wg Dziadów Adama Mickiewicza).

W 1963 roku ukazuje się Sennik współczesny, jedna z najważniejszych książek polskiej literatury powojennej, szkatułkowa opowieść o przeżyciach pokolenia dojrzewającego w czasie wojny i próbującego się znaleźć w czasach powojennych. Trzy lata później - w 1966 roku - Konwicki rzucił legitymację partyjną po usunięciu z PZPR Leszka Kołakowskiego. Rok później ukazało się Wniebowstąpienie - rozchwytywana przez czytelników powieść, uznana przez władze za wypadek przy pracy cenzorów. To także panorama losów pokolenia, które wchodziło w życie po wojnie, podobnie kolejna książka Nic albo nic.

Kalendarz i klepsydra (1976) napisany w formie para-dziennika, jest zbiorem obserwacji, anegdot, wspomnień, relacji z podróży, portretów przyjaciół m.in. Słonimskiego, Dygata, Holoubka, Łapickiego oraz sławnego kota Iwana. Kalendarz... wyszedł nakładem Czytelnika, ale Kompleks polski (1977) już trafił do drugiego obiegu, podobnie jak Mała Apokalipsa (1979), najsłynniejsza powieść Konwickiego - obraz gospodarczego, politycznego i obyczajowego rozkładu PRL-u końca dekady Gierkowskiej, ale także rozrachunek z PRL-owską opozycją.

Jesteście wydzieliną tego systemu, żebrem z ciała tej tyranii. Wy jesteście z +Biesów+ Dostojewskiego, a nie z opowiadań Żeromskiego czy Struga - mówi w jednej ze scen powieści jej narrator, Tadeusz K. Karnawałowi Solidarności Konwicki przyglądał się sceptycznym okiem. W książce Lawina i kamienie wspomina, że po doświadczeniach młodości nie kusiły go już żadne ideologie, także ta solidarnościowa. Bohater Rzeki podziemnej, podziemnych ptaków - powieści o grudniu 1981 roku, zauważa: Kłopoty to się dopiero zaczną, jak odzyskamy niepodległość.

Każda kolejna książka Konwickiego wywoływała dyskusje. Sam o swoich dokonaniach literackich mówił z sarkazmem, a siebie samego zwykł określać jako ohydną hybrydę na pograniczu dwóch światów: polskiego i rosyjskiego. Dla jego stylu, zwłaszcza gdy pisze od siebie, najbardziej charakterystyczna jest jadowita ironia i dystans wobec opisywanej rzeczywistości. Bohaterem książek Konwickiego bywa zgniły inteligent znad Wisły czy warszawski hydraulik od prowincjonalnej epiki. Konwicki żongluje nastrojami, wątkami oraz konwencjami: Zwierzoczłekoupiór ma konwencję książki dla dzieci, Nic albo nic - kryminału z dreszczykiem, a Kronika wypadków miłosnych - romansidła.

Pamflet na siebie (1995) to pożegnanie Konwickiego z pisaniem.W telewizyjnej wypowiedzi dla Stanisława Beresia Konwicki opowiadając o tej książce przedstawiał ją, jako zamknięcie swojej kariery pisarskiej. Nieoczekiwanie dopadła mnie starość. Jestem znudzony i zniechęcony. Czuję, że w ogóle niepotrzebnie pisałem i że z ulgą odłożyłem pióro (chyba na zawsze).

Czytaj więcej w Money.pl
Socjolog Edmund Wnuk-Lipiński nie żyje
Był cenionym wykładowcą, autorem wielu publikacji naukowych, organizatorem i pierwszym dyrektorem Instytutu Studiów Politycznych PAN.
Joe Cocker nie żyje. Przegrał walkę z rakiem
Muzyk miał 70 lat, na koncie prawie 40 płyt i nagrodę Grammy.

pisarz, śmierć, tadeusz konwicki
Money.pl
Czytaj także
Polecane galerie